Rozdział 16.
„Mój przyjacielu, byłeś mi naprawdę bliski”
W gronie radnych klubu
Praca i Uczciwość zdawaliśmy sobie sprawę,
że ludzie nie rozumieją tego konfliktu.
Sami do czasu ledwo potrafiliśmy pojąć,
co się dzieje.
Kiedy tak bardzo zawiodły nadzieje,
traktowaliśmy wszystko jako wielką porażkę.
Przekonani byliśmy jednak,
że musimy trwać,
wierni tym wartościom,
z którymi wkraczaliśmy na naszą drogę.

Uwolniłem się od permanentnego konfliktu
i walki w sytuacji beznadziejnych okoliczności
i dysproporcji sił.
Ja i kilku radnych nie prowadziliśmy sporu
z tym czy tamtym panem Olechowskim.
To było zwarcie z ogromem kłamstwa,
bezprawia,
brudnych pieniędzy,
fałszywych świadków,
niedouczonych i niechlujnych stróżów prawa
oraz bezmiaru ludzkiej bezmyślności.
Nie ulec w tej sytuacji poczytuję
nam i sobie za sukces.

Przykład ten pokazuje jednak,
że ludzie,
którzy postępują zgodnie z prawem,
ale pozostają w konflikcie z Markiem Olechowskim
odwołującym się do wsparcia sochaczewskiego wymiaru sprawiedliwości,
wolą go na zapas przepraszać,
niż być wiernymi swym poglądom.

Jak już mówiłem wcześniej,
nie wierzę w tego rodzaju przypadki:
jeśli głosował z nami radny Walczak,
to nie głosował Tadeusz Olechowski,
jeśli „chciał” głosować Tadeusz Olechowski,
to radny Walczak nie przyszedł na sesję.
Pozorowane działania,
mydlenie oczu,
prowincjonalna polityka,
obłuda i zwyczajne kłamstwo.
Zresztą „chcącemu nie dzieje się krzywda”.
Mieli panowie szansę,
ale z niej nie skorzystali.
Ich sprawa.