Rozdział 17.
Matka chrzestna teresińskiej grupy niezależnej
i „ociekający krwią nacjonaliści”
To nie jest żadna doktryna,
program polityczny
czy pielęgnowana w sobie zawiść,
to zwyczajny odruch bezwarunkowy,
jak przy zatruciu pokarmowym,
czy próbie ognia,
jak kamień w bucie
– jeśli masz już tylko kawałek do celu,
kuśtykając,
dojdziesz,
bo nie warto się schylać;
jeśli droga jest dłuższa, trzeba się kamienia pozbyć.
(...) bez wątpienia pozycję swą wójt Marek Olechowski zawdzięcza głosującym na niego ludziom. A ludzie wybierali go:
– mimo iż nie jest intelektualną opoką i tytanem wiedzy (zwłaszcza o zamówieniach publicznych);
– mimo że nie jest wzorcem kultury i dobrego wychowania (przecież „kopa w dupę – jak sam mówi – może dać każdemu”);
– mimo braku przejrzystości w działaniach zarządzanego przez siebie urzędu w odniesieniu do załatwiania prywatnych interesów przez własną rodzinę i znajomych (np. afera z działkami);
– mimo apodyktyczności i gburowatości (żeby przekonać wójta w niektórych sprawach, trzeba zorganizować referendum, a żeby uzyskać odpowiedź na najprostsze pytania, nie można być Szymonem Ziółkowskim, bo jemu wójt na pytania nie odpowiada);
– mimo lenistwa i braku kompetencji, gdyż jako wójt gminy nie potrafił nadzorować podległych mu inwestycji i pracowników (przykładów jest aż nadto, by je tu wymieniać);
– mimo że szkodził gminie, jak pokazuje powyższe wyliczenie, w wymiarze finansowym (tylko to, co biegli oszacowali przy przetargu na budowę i przy samej budowie szkoły przekracza dwa miliony złotych, a przecież niczego innego już nie szacowali), prawnym, obyczajowym i kulturowym.

Niewiele jest takich osób,
ale właśnie one swą dogmatyczną postawą,
potwierdzoną pozorną rezygnacją z wszelkich przyziemnych korzyści,
cementują i wzmacniają działania interesownych pretorianów
i naiwnych szeregowych wojaków.
Sprawiają,
że ci autentycznie zaczynają wierzyć w nieomylność wodza
i w łaskę płynącą z samounicestwienia.
To plaster miodu na ich sumienia
i skołatane nerwy,
to zasłona dymna dla kija i marchewki w rękach przywódcy.
Taką rolę w legionach Olechowskiego
spełniała
radna czwartej i piątej kadencji Rady Gminy Teresin,
Antonina Gigier.

Jak pokazały późniejsze wydarzenia,
celem tej koalicji stało się zwalczanie
radnych klubu
Praca i Uczciwość oraz wójta Szymona Ziółkowskiego,
a cały tragizm sytuacji polegał na tym,
że radna Gigier zawarła sojusz z człowiekiem
„dającym sobie palec uciąć” za tego,
którego radna Gigier nazwała
„ociekającym krwią nacjonalistą”.
Antonina Gigier sprzymierzyła się z człowiekiem
nie mniej dosadnie niż ona
w przytoczonym cytacie wyrażającym się o Marku Olechowskim,
którego radna Gigier bezkrytycznie popierała,
oddając dla samorządu wizji Marka Olechowskiego
osiem lat swojego życia jako radna gminy Teresin.
Jak wielka musiała być zatem
ich determinacja do walki ze mną
i jak wielka towarzyszyć musiała temu obłuda!
Przeciwko komuż tak się pojednały?
Przeciwko kilku myślom… co nienowe!…
C.K. Norwid, „Siła ich (fraszka)”, w. 3-4