Rozdział 3.
„Jak hartowała się stal”
Ani wówczas, ani później, aż do dziś,
pan wójt
nie uświadomił sobie rzeczywistej odpowiedzi na to pytanie.
A przecież głos zabrał wówczas zwyczajny,
prosty człowiek,
jakich mieszka w tej gminie kilka tysięcy,
człowiek znający i kochający swoje miejsce na ziemi,
dostrzegający dobro i zło,
prawdę i fałsz,
czujący,
gdy ktoś chce go wykorzystać.
Tak to wtedy postrzegałem:
że ktoś brutalnie,
z buciorami,
chce wkroczyć w nasze spokojne życie.

Zorganizowaliśmy także zbiórkę podpisów
po niedzielnych mszach św. wśród mieszkańców
w Szymanowie i Budkach Piaseckich,
a w Niepokalanowie w Niedzielę Palmową 2001 r.
To był triumfalny pochód
– podpisywali prawie wszyscy.
W ciągu półtora miesiąca cała gmina poznała nasz problem,
a ogromna większość zaaprobowała nasze działania.
Wójt M. Olechowski:
To znaczy, że mam teraz sołtysów zapraszać do siebie do domu, nie.
Bo tam mogę dać kopa w dupę,
komu chcę,
a tu mi nie wypada.
Szymon Ziółkowski:
Niech pan się nie demaskuje.

Ale głosy były liczone już wcześniej.
Dwa tygodnie to wystarczający czas,
aby człowiek taki jak Marek Olechowski
nakłonił ludzi takich jak wymienieni poniżej
do głosowania wbrew swym wyborcom.
Część z radnych niegłosujących za przyjęciem uchwały
złożonej przez Komitet Ochrony Interesów Mieszkańców Gminy Teresin
pochodziła z okręgów wyborczych,
w których prawie wszyscy mieszkańcy opowiedzieli się
przeciwko komercyjnemu wysypisku.

Radni pośpiesznie opuszczali salę konferencyjną urzędu gminy
wśród wzburzenia zgromadzonych mieszkańców.
Odprowadzały ich okrzyki:
„Hańba! Zdrajcy!”.